Ok, zacznę od tego, że Goldfinger to mój naj naj najbardziej ulubiony band ever (za nim tysiące innych, ale to szczegół). Znalazłem ich w gimnazjum (grając w THPS4) i są ze mną cały czas od tego momentu. Nie wiem dokładnie co mnie tak urzekło w ich muzyce, ale kochałem ich jeszcze bardziej z każdą następną piosenką. Największą zajawę miałem słysząc wokal (John Feldmann), który przypominał mi jakąś postać z kreskówki. Oprócz tego, instrumentalna warstwa była dla mnie równie zajebista. Jeżeli chodzi o teksty, to na początku nie miały dla mnie jakiegoś fundamentalnego znaczenia, dopiero później zacząłem je czytać/analizować i dowiedziałem się, że w niektórych swoich piosenkach Goldfinger walczy o prawa zwierząt, co sprawiło, że moja miłość do tej grupy świrów była jeszcze większa. Większość tekstów kapeli dotyczy rozterek emocjonalnych, dziewczyn, czy perypetii życiowych. W każdym razie, zespół została założony w 1994 roku w Los Angeles, CA i gra do dziś. Przed Goldfingerem, John udzielał się w Electric Love Hogs (hard rock), a perkusista Darrin Pfeiffer grał w nowojorskiej kapeli z Buffalo, Zero Tolerance. Do składu dołączył, SimonWilliams (bas) i Charlie Paulson (gitara). Pierwszą płytką był "Richter", wydaną przez niezależne wydawnictwo Mojo Records. Richter otrzymał pochlebne recenzje, oraz czas na antenie jakiegoś radia w koledżu. W 1996 Goldfinger wydał swojego pierwszego longplaya "Goldfinger", a rok później "Hang-Ups". Szczerze mówiąc, nie chce mi się rozpisywać zbytnio o ich historii (co nie jest równoznaczne z brakiem szacunku do GF), wszystko przeczytacie w "Dyskografii". Chciałem się skupić na tym jak bardzo ta kapela wpłynęła na mnie i dlaczego tak się nimi jaram. Oprócz tego, o czym wcześniej wspomniałem czyli zajebiste kawałki, wokal Johna czy prawa zwierząt, w zespole urzekł mnie sposób w jakim chłopaki "robią sobie jaja" z niektórych rzeczy. Piosenki o narciarzach, Jezusie czy wyśmiewanie Jennifer Lopez to tylko niektóre ze smaczków, dla których warto obczaić Goldfingera. Kiedy większość kapel punkowych wydawała się być zbytnio poważna, Goldfinger żartował, wrzucał na luz ale również wyrażał swoje zdanie np. na temat okrucieństwa wobec zwierząt. Dzięki tej kapeli zacząłem przygodę z punkiem, więc jeżeli o to chodzi, mogę być im dozgonnie wdzięczny za otworzenie mi oczu na wspaniałość tego gatunku. Gdyby nie to, słuchałbym jakiegoś pop-pierdolenia z VIVY czy Eski, albo rapu dla ograniczonych umysłowo (i nie chodzi mi tutaj wcale o to, że rap jest skierowany do takich odbiorców, ale oczywistym jest, że można słuchać gównianego albo wartościowego rapu - w ogóle, czemu ja się nadal tłumaczę?). Trzy lata temu chłopaki wypuścili nowy singiel "Am I Deaf?", co konkretnie mnie podjarało przed kolejnym albumem, który jak na razie nie wiadomo kiedy i czy w ogóle się pojawi. Ok, to chyba tyle, gdy przeczytam tę notkę za jakiś czas, pewnie będę mógł coś dodać, ale póki co, uważam, że wyraziłem się wystarczająco na ich temat. Wiecie co robić!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz